Jak sabotujemy własne szczęście?

Jak sabotujemy własne szczęście?

Zdarzyło Ci się kiedyś powiedzieć: „I znowu to samo! Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle”?
Bywają sytuacje, które są jak samospełniająca się przepowiednia.
Sabotujemy własne szczęście.

 

Czasem cierpienie i niewygoda jest znanym i „bezpiecznym środowiskiem” dla podświadomości, tak że paradoksalnie boimy się być szczęśliwym. Mamy nadzieję, że coś się zmieni, że tym razem będzie inaczej. Przychodzą jednak sytuacje, które nas testują i w tych najtrudniejszych momentach wychodzą przekonania, które mogą okazać się niekorzystne. Jeśli nie stworzymy nowych i wspierających przekonań, to jest duże prawdopodobieństwo, że będziemy interpretować rzeczywistość, tak by było to zgodne z danymi przekonaniami.

I dla przykładu – w przyjacielskim uśmiechu zobaczyć możemy szyderczy uśmiech. Z promieni słońca zrobić straszne piekło, a z kilku kropel wody, powódź. Dla kogoś przedsiębiorczość będzie sprytem i obrotnością w biznesie, a dla innego to machlojki, oszustwo i złodziejstwo. Abstynent będzie dla kogoś osobą, która wzbudza szacunek, a dla innych nudziarzem. Osoba, która dba o swój samorozwój dla jednych będzie świetnym partnerem do rozwijających rozmów, dla innych będzie to bełkot filozoficzny i dyrdymały.

I tak piękno jest widziane w oczach oglądającego.

 

Nieświadomie, swoim zachowaniem możemy dążyć do tego by zrealizować podświadome wzorce. Prowokujemy drugą osobę, by wzbudzić w niej reakcje adekwatne do naszego stanu emocjonalnego. Projektujemy na tą osobę nasz stan wewnętrzny i dążymy do tego, aby wyraziła taką postawę, zachowanie czy też szukamy dowodu, by udowodnić to co chcemy widzieć.

Znacie sytuacje, kiedy młodzi chłopcy się droczą, zaczepiają, aż w końcu jeden drugiemu przyłoży? Po czym ten mu oddaje, tłumacząc się, że tamten zaczął pierwszy. – Ale co ty zrobiłeś swoim zachowaniem, że go sprowokowałeś? 😉

Nie potrafimy czasem zmierzyć się z własnymi emocjami, przypisujemy je innym, prowokujemy i zrzucamy odpowiedzialność na drugą osobę, by odczuć ulgę.

 

W ostatnim czasie z uwielbieniem oglądam serial „Detektyw Monk”. Bohaterem jest wybitny detektyw cierpiący na liczne fobie i natręctwa.  W odcinku pt.: „Pan Monk i sąsiadka”, Monk poznaje starszą panią, która z nim sąsiaduje. Zaprzyjaźnił się z nią, wręcz stał się dla niej jak syn. Zaczął się uśmiechać i stał się pogodniejszy. Opowiadał swojemu terapeucie jaka ona jest niesamowita. Chwali się jaki szalik i liściki od niej dostaje.
– To się nazywa relacja transformująca – podsumowuje terapeuta.
– Dokładnie! Zmieniłem się. Nie wiedziałem, że są we mnie takie uczucia. Ona jest lepszą matką dla mnie niż moja. Wspiera mnie i jest ze mnie dumna.
– Kocha cię…
– Tak. Bezwarunkowo.
–  Nie ma nic lepszego. Masz szczęście – mówi terapeuta.
Monk zastyga. Na jego twarzy pojawia się zmartwienie. Po chwili ze smutkiem stwierdza:
– W czym jest haczyk? Czego ona ode mnie chce? Każdy kto chce się ze mną zaprzyjaźnić ma jakiś interes. Nie ma czystych intencji.
– Nieprawda. – próbuje go przekonać terapeuta.
– Jak ktoś mógłby mnie pokochać bezwarunkowo? Przecież zna mnie pan.
– Wiem, że się sparzyłeś w przeszłości. Zaufaj. Nie zawsze jest haczyk.
– Zawsze jest jakiś haczyk!!
Po rozmowie z terapeutą, będąc na miejscu przestępstwa, gdzie towarzyszy mu sąsiadka, Monk wszystkie dowody interpretuje jako jej spisek z zabójcą. Oskarża ją o współudział, twierdząc że jest matką poszukiwanego i wspólnie z nim zaplanowali rabunek. Tworzy historię gdzie wszystko układa się w całość, tak by dowieść, że ona go wykorzystała.
Na komisariacie podczas przesłuchania, wyżywa się na niej. Obraża i krzyczy. Po chwili wchodzi asystentka Monk’a i mówi:
– Ona nie jest jego matką. Są dowody na to, że nie jest spokrewniona z przestępcą.
Monk jest w szoku.
Nie było żadnego haczyka.

 

Jeśli dostrzegasz podobne schematy u siebie lub wciąż powtarzające się sytuacje, możesz zadać sobie pytania:

W jaki sposób prowokujesz taki wynik sytuacji czy zachowania innych?
Jakie towarzyszą Ci myśli i emocje? Jakie są ich wady i zalety?
Jak inaczej możesz zinterpretować rzeczywistość?
Nawet jeśli było jak było i ktoś wykazał się takim zachowaniem jak oceniłaś, to w jaki sposób to tłumaczy zasadność Twojego zachowania?

 

 

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *