Zaakceptować? Ale jak?

Zaakceptować? Ale jak?

Kiedy przytrafia nam się coś, czego nie chcemy doświadczać, być może niejednokrotnie wtedy usłyszałaś: zaakceptuj to.

Kiedy ja słyszałam takie słowa w swoją stronę, to zacietrzewiałam się jeszcze bardziej.
Pierwsza myśl: ale jak to zaakceptować? No way!
Druga myśl: jak to zrobić?

Nie potrafiłam tego zrozumieć przez długi czas. I nawet, gdy mi tłumaczono, jak chłop krowie na rowie, to nie rozumiałam. No cóż… tego się nie rozumie, tylko się czuje.

Pierwszym etapem, to uświadomienie sobie, że bierność, która często jest postrzegana jako akceptacja, to ekstremum tej siły. A żadne skrajne postawy nie są korzystne. Skoro mam akceptować, to nic nie będę robić. Nic bardziej mylnego. Akceptować, to znaczy uznać rzeczy takimi, jakie są. To co jest, istnieje i istnieć będzie. Takie sytuacje są, taki stan w rzeczywistości występuje. To co jest – jest, to co było – było. Taki stan rzeczy ma prawo istnieć. Uznać fakt, że to ma sens, nawet jeśli go jeszcze nie potrafimy dostrzec.

To tak jakby gniewać się na deszcz, który pada. Możesz to zrobić, możesz być zła, ale również możesz przyjąć do świadomości – pada deszcz. Okay, mało to przyjemne, co mogę w takiej sytuacji zrobić? Wziąć parasol. Deszcz dalej będzie padać.

 

Przytoczę dwie historyjki, które są pozornie różne, jednak pochodzą z jednego źródła, jakim jest akceptacja.

***
Pewien mędrzec medytując w lesie zobaczył płonącą chatę. Mieszkańcy ratowali dobytek odkładając je w bezpieczne miejsce. Mędrzec wziął wszystko, co zostało uratowane i wrzucił do ognia. Zaczął padać deszcz. Ten wziął wodę ze studni i zaczął gasić ogień. Mieszkańcy byli w szoku.
– Najpierw palisz wszystko co jest, a potem gasisz ogień wodą. Nic z tego nie rozumiemy!
– Gdy przychodzi ogień, oddaję mu cześć i współpracuję z nim. Kiedy przychodzi woda, oddaję jej cześć i współpracuję z nią. – odrzekł mędrzec.
***

W jednym z lasów, gdzie mieszkało dużo ptaków, wybuchł ogromny pożar. Paliły się drzewa, jedne po drugim. Ptaki płakały z rozpaczy. Jeden z nich, wziął kropelkę morskiej wody w swój malutki dziobek i wypuścił nad ogniem. Latał w tą i z powrotem, by kropelką wody ugasić pożar. Pozostałe ptaki zapytały co robi. Gaszę ogień – odpowiedział ptaszek. Niektóre ptaki śmiały się z niego, nie wierzyły, że można kroplą wody ugasić pożar. Lecz inne, zainspirowane jego mądrością, dołączyły do niego. Bóg widząc zjednoczenie wśród wielu ptaków, zesłał ulewę, która ugasiła pożar.
***

Pierwsza opowieść opisuje mędrca, który bez urazy, dopasowuje się i podąża za mądrością Siły Wyższej. Współpracuje z żywiołami ognia i wody. W drugim przypadku ptaszek podejmuje działania, które wydają się być sprzeczne z naturą żywiołu – pali się, to ja to ugaszę.

Kiedy współpracować z tym co się dzieje, a kiedy podjąć działanie, by dokonać zmiany? Na to nie ma recepty.  Każda postawa rodzi się jednak z akceptacji. Akceptacja daje nam kontakt z rzeczywistością. Pogodzić się z tym, że nasze oczekiwania mogą nie zostać zrealizowane.

 

Ćwiczenie:
wypowiedz na głos słowa: Akceptuję, że …. (tutaj najgorszy scenariusz, którego się obawiasz). Niech te słowa będą wypowiedziane choćby sztucznie. Jest to jednak pierwszy krok do zmian.

 

Etap drugipoczuć to. To już zadanie nieco trudniejsze. Czasem oszukujemy się i myślimy, że coś zaakceptowałyśmy, a nieświadomie patrzymy ukradkiem, czy  może jednak coś się zmieniło…

Po czym poznać, że już zaakceptowałyśmy? Hmm.. w moim odczuciu to kwestia indywidualna, choć odczucia każdej z nas mogą być bardzo podobne.

Przyjaciel kiedyś zapytał mnie:
– słońce jest żółte, trawa zielona – zgadza się?
– no tak…
– co czujesz na myśl o tym?
– nic szczególnego…
– czyli co konkretnie?
– spokój.

W chwilach kiedy tak bardzo, bardzo, ale tak bardzo czegoś chciałam, że aż czułam, że o niczym innym nie myślę, tylko o tej jednej rzeczy, to „gotowałam się w sosie własnych myśli”. Uczę się wtedy oddychać, zająć czymś innym, aby „mentalnie puścić” to, czego tak bardzo kurczowo się trzymałam. Czasem nawet nie zauważę, że coś zaakceptowałam, bo w nieoczekiwany sposób zapominam o problemie, ponieważ „puściłam mentalnie” i problem się rozwiązał.
To tak jakby trzymać zabawkę, by nikt inny się nią nie bawił. Im bardziej ją trzymamy, tym więcej lęku się pojawia i determinacji do działania. Pamiętajmy, że żadne ekstremum nie jest korzystne. Przesadna determinacja do działania, nie pozostawia elastyczności i przestrzeni, aby Wszechświat mógł nas wesprzeć. Gdy staniemy się gotowe puścić daną zabawkę, zaakceptować, że być może ktoś ją zabierze, wtedy następuje ulga, spokój i harmonia. A kto wie, może nikt nie będzie chętny by się tą zabawką bawić, a może pobawi przez chwilę i odda?

3 Comments
  1. Ewa, a czy to też może się tyczyć tego, że nie potrafię odpuścić sobie kogoś z głowy? Czy mam przez to rozumieć, że powinnam zaakceptować to, że ktoś ze mną nie chce już być? Tylko co jak to tak boli 🙁

    1. Choć to trudne i bolesne, lecz jeśli dany mężczyzna nie chce być z Tobą – to tak, najkorzystniej jest to zaakceptować. Nawet jeśli jesteśmy z kimś w związku, to akceptacja tego, że dziś z nim jestem, jutro nie, wnosi większy spokój w relację. Nie mylić z obojętnością wobec partnera. Trzeba znaleźć zdrowe granice zabiegania o wględy partnera, by druga osoba też poczuła, że nam zależy, ale w granicach, bo desperacja i zazdrość odstraszają.
      Ale jeśli, ktoś nie chce być już z Tobą, to najkorzystniej będzie to zaakceptować. Wiem…łatwo brzmi w teori, kiedy jesteśmy związani swoimi oczekiwaniami i iluzją, że partner jest uosobieniem naszego szczęścia. Gdy zaakceptujesz, to puścisz go wolno, robiąc jednocześnie miejsce dla kogoś, przy kim możesz czuć się dobrze. Nie ma miejsca na nowe ubrania, jeśli szafa pęka od starych ubrań.
      Wiem, że to boli. Tylko bardziej boli, to że nie chcemy odpuścić, niż samo puszczenie.
      Weź pod uwagę kilka mechanizmów obronnych, które mogą pojawić się w takiej sytuacji:
      – idealizacja – to mechanizm w którym dochodzi do rozszczepienia na dwie części danego obiektu; na doskonałą i niedoskonałą. Nie ma idealizacji bez dewaluacji. Kiedy idealizujemy obiekt,osobę lub siebie i dostrzegamy, tylko korzystne aspekty, to dzięki temu chronimy się przed cierpieniem wywołanym przeciwnym stanem wewnętrznym, czyli dewaluacją. Jeśli nie radzimy sobie z naszym poczuciem bycia niewystarczającym, sięgamy po ten mechanizm. W idealizacji dość czesto myśli, że jak będziemy w zasiegu tego obiektu, to unikniemy cierpienia. Projektujemy swoje wizje, potrzeby, ambicje na dany obiekt, aby potem uznać to za swoje.
      Korzystne aspekty tego mechanizmu to dostrzeganie potencjału, mocnych strony. Negatywny wymiar to fiksujemy się na obiekcie tworząc wyidealizowane wizje.
      W jakim kierunku pracować? nauczyć się dualistycznego spojrzenia na sytuację. Czego się obawiasz, kiedy dostrzeżesz niedoskonałości? jakie są jego wady?
      – fantazjowanie – to jest mechanizm dzięki, któremu unikamy cierpienia, od konfliktu tworząc we własnej wyobrazi wizje, w której zaspakajamy nasze potrzeby, czy rozwiązujemy problem. W ten sposób dajemy sobie ulgę, gratyfikację. Kompensacja odbywa się w naszym umyśle. Ważne jest wychwycić jakie potrzeby, kryją się w tych fantzjach, bo te potrzeby można zrealizować w inny sposób lub w innych obszarach.
      Korzystny wymiar fanazjowania, to tworzenie wizji za którą pójdzie działanie. Negatywny wymiar to nie realizujemy potrzeb i zawyżamy standardy, bo wtedy co doświadczamy w życiu już nie jest takie suuper, jak w naszych wizjach.
      Jak pracować? znaleźć potrzeby które są w fantazjach, jakie emocje dostarczają, co kompensują. Jak w rzeczywistym świecie można zrealizować te potrzeby?
      Rozważ te mechanizmy, które mogą, nie muszą, ale często w takich sytuacjach posługujemy się nimi. Może to ułatwi proces akceptacji 🙂

      1. Dziękuję za wyczerpującą i jakże trafną odpowiedź. Jest to naprawdę czasem bardzo trudny temat, ale w życiu nie brak takich momentów.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *